Czy wasze dzieci też się kłócą?

Chcesz, żeby dzieci zdrowo się rozwijały? Gdy one się kłócą – ty pogódź się z konfliktem.

Wyobraź sobie: właśnie wysyłasz bardzo ważny SMS, gdy facet podchodzi i wyrywa ci telefon z ręki. Nie, chyba nie złodziej, bo nie odbiega, tylko bezczelnie zaczyna gapić się na twój tekst (…) Twój pierwszy odruch? Odbierasz mu swoją własność. Na to jednak on wyszarpuje ją bardziej stanowczo (…) „Hej, nie zabieraj mi telefonu” (…)

Zaczynacie walczyć o komórkę. Ty chwytasz ją i ciągniesz w swoją stronę, na co on odpycha twoją dłoń. Ty z kolei całą mocą odpychasz jego, wołając: „Oddaj moją komórkę!”. (…) Masz ochotę wgryźć się do krwi w tłuste łapsko, które capnęło twój telefon – a właściciel łapska odepchnięty leży na ziemi. Też wygląda na wściekłego i zrozpaczonego – i też wyje.

Sytuacja jest patowa i właśnie teraz należałoby coś z nią zrobić. W tym momencie wkracza twoja szefowa: – Co tu się stało? Nie wolno się bić! – mityguje. – Ten miły pan chciał zobaczyć twój telefon. Bądź dobrą pracownicą, pokaż mu aparacik.

Robiłam właśnie coś ważnego! On zaczął mi go wyrywać! – komunikujesz, ale szefowa słyszy już tylko: „łeeee!”. – Nie krzycz i podziel się telefonikiem. Trzeba się dzielić.

Protestujesz. Umiesz już mówić „nie” w taki sposób, że brzmi jak „nie” – szefowa jednak przeszła ostatnio jakiś trening komunikacji i nauczyła się tak stawiać pytania, abyś nie mogła odpowiedzieć „nie”. – Zobaczmy, co masz w torebce – mówi. – Szminka, notesik, klucze. No i komórka.

Co damy do zabawy temu miłemu panu? – pyta tonem, jakim wydaje się polecenia. A ty patrzysz na twojego adwersarza, który już nie ryczy, tylko łakomie lustruje potencjalne zdobycze, patrzysz na swoją nową pomadkę, ukochany notesik i ważne kluczyki, w uszach dźwięczy ci: „Bądź dobrą pracownicą”, a przecież nie chcesz zawieść szefowej – i czujesz się źle, źle, źle.

 

Jak właściwie powinna wyglądać ta sytuacja?

Hej, widzę, że masz fajną komórkę. Myślałem o kupnie takiego modelu. Czy mógłbym obejrzeć?

Za chwilę, kończę wysyłać SMS. Proszę bardzo.

Wygląda świetnie. Jesteś z niej zadowolona?

O tak, nie miałam z nią jeszcze problemów.

Ja mam taką, ładna obudowa, ale często się zawiesza.

Mogę zobaczyć? Fajna.

Twoja też fajna. Dzięki.

 

Czy adwersarze scenki numer jeden też mieliby szansę tak sobie poradzić? Nie dowiemy się. Jej bohaterami są bowiem małe dzieci. A my, dorośli, zazwyczaj wkraczamy do akcji, gdy ich konflikt dopiero rozkwita. Ba, często najchętniej wyplenilibyśmy jego zarodki z dziecięcego życia jak chwasty. Czy słusznie? I czy to w ogóle możliwe?

 

Sokrates w przedszkolu

Konflikty między dziećmi są wszędzie tam, gdzie dwoje lub troje zbierze się w imię zabawy i wspólnego spędzania czasu. Kłótnie o przedmioty to tylko jeden z wielu scenariuszy, bo spory wybuchają najróżniejsze. Na tle frustracji z powodu przegranej w grze, porażki w rywalizacji, poczucia niesprawiedliwości w przydziale dóbr, niecierpliwości w czekaniu na swoją kolej, zazdrości o czyjąś uwagę, rozpaczy, że coś się nie udaje, z powodu czyjejś gorszej dyspozycji w danej chwili… Możemy starać się eliminować przyczyny, ale kłótnie i tak będą wybuchać. I choć czasem, gdy jesteśmy ich świadkami, mamy ochotę zatykać uszy, gdy we własnym domu czujemy się jak na polu bitwy (…) – konflikty są potrzebne.



Branie w nich udziału to bowiem jedyna metoda, żeby przejść długą drogę od opisanej we wstępie scenki numer jeden do scenki numer dwa. – Dzieci uczą się przez doświadczenie – wyjaśnia Patrycja Rzepecka z Akademickiego Centrum Psychoterapii i Rozwoju SWPS. – Porażki, frustracje, konflikty to wszystko tak zwane sytuacje trudne, w życiu społecznym uczymy się, jak sobie z nimi radzić. I nie robi się tego przez analizy. Trzeba wziąć udział w iluś sytuacjach. Przekonać się, że słowo może być skuteczniejsze niż pięść i że jest się kompetentnym na tyle, aby poradzić sobie bez przemocy – wyjaśnia.

 

Tylko czy aby na drodze ze scenki numer jeden do numeru dwa dzieci się przy okazji nie pozabijają?

Ależ skąd – śmieje się Daniele Novara, włoski pedagog i psycholog, który zgłębia temat od lat. – W zdrowym środowisku konfliktów nie należy ucinać, bo pozbawiamy dzieci cennego doświadczenia. Nawet bójki nie trwają długo i nie prowadzą do poważnych uszkodzeń. To nie jest wiedza powszechna, bo gdy interweniujemy zbyt szybko, nie dajemy sobie szansy, aby się o tym przekonać. Taka interwencja zazwyczaj kończy się na ustalaniu, kto zawinił. A przecież nie o to chodzi.

O co więc chodzi? O wyniesienie z konfliktu nauki. Daniele Novara wypracował metodę, jak to robić, i wdraża ją wraz z zespołem założonego przez siebie w Piacenzy Centrum Psychopedagogicznego Edukacji i Działania w Konflikcie. Napisał też wiele publikacji, które rozniosły się echem poza granicami Italii; a najważniejsza książka „La Grammatica dei Conflitti” [Gramatyka konfliktu] właśnie jest tłumaczona na angielski i może doczeka się też edycji polskiej. Stanowi ona podsumowanie 25 lat pracy naukowca.

 

Jej główne tezy to: po pierwsze, dzieci dla dobra swojego rozwoju muszą się kłócić. Po drugie , są w tym o wiele lepsze, niż to się nam, dorosłym, wydaje.

Kluczowe jest przy tym rozróżnienie między pojęciami „konfliktu” i „przemocy”. Przepracować można tylko sytuację konfliktu: stanowi on istotę relacji, podczas gdy przemoc ma na celu wyeliminowanie przeciwnika, nie negocjacje. – Kłótnia pomaga poznać inny punkt widzenia, dostrzec, że istnieje perspektywa inna niż moje „ja” – przekonuje Novara (…) . – My pomagamy dzieciom nazwać emocje, które towarzyszą kłótni, i zrozumieć, co się wydarzyło w konflikcie.



Jak to robią? Daniele i jego zespół stosują metodę majeutyczną, stworzoną jeszcze przez Sokratesa. Grecki filozof nie dawał odpowiedzi, tylko pomagał rodzić się prawdzie: rozmawiał z ludźmi, a jego sztuka polegała na umiejętnym zadawaniu pytań, powstrzymaniu się od sugerowania odpowiedzi. Był tylko „akuszerem”. – My też nie dajemy gotowych interpretacji. Nasz obraz tego, co się zdarzyło, jest zupełnie różny od wersji dziecka i trudno uznać, że któraś historia jest tą właściwą. Umożliwiamy dziecku przeżycie doświadczenia i patrzymy, co dziecko z niego wyciągnęło.

W praktyce wygląda to tak: gdy zaczyna się konflikt, Novara i ludzie z jego zespołu pozwalają uczestnikom samodzielnie przez niego przejść. Dzięki temu, że dorośli nie wkraczają do akcji, mają okazję przyjrzeć się kompetencjom dzieci. – A one mają naturalną umiejętność konstruktywnego działania w konflikcie – mówi Novara. – Sztandarowy przykład kłótni o zabawkę: po wymianie zdań „to moje”, „nie, to moje”, dość szybko jedno z dzieci zaczyna rozglądać się za inną zabawką. Samo dochodzi do wniosku, że warto zmienić obiekt zainteresowania – i nie jest to efekt porażki czy rezygnacji ani też poddanie się rozwiązaniu narzuconemu z zewnątrz. Gdy pracujemy potem ze stronami konfliktu, zaczynają rozumieć, że mają kompetencje działania w sporze tak, aby z sobą nie walczyć.

Ta praca odbywa się właśnie metodą majeutyczną. Psychologowie proszą dzieci, aby narysowały, co się stało, opisały to (te starsze) lub po prostu opowiedziały. – Nie chcemy rozwiązać konfliktu. Chcemy w nim pozostać i wyciągnąć wnioski – mówi Novara.

Ludzie z jego zespołu zachwycają się kreatywnością dzieci. Pokazują rysunki: na jednym mur przedziela pokój na pół. Na innym dwie smutne osoby stoją po dwóch końcach dywanu, a między nimi pusta kanapa. ( …) Dzieci czasem rysują siebie z rodzicami i bywa, że z kłótni o zabawkę potrafi wyjść sprawa przemocy doświadczonej od kogoś z domowników. A psychologowie pytają tylko: „Co się stało? Czego się nauczyłeś? Czy masz pomysł, jak inaczej mogłeś się zachować?”. – Dzieci nie tylko wymyślają w odpowiedzi wspaniałe pomysły, ale zapamiętują je i potem potrafią wykorzystać przy następnej okazji. W ten sposób wzbogacają własne kompetencje – komentuje Daniele Novara. Stara się wręcz wzmocnić w dzieciach przekonanie, żeby nie bały się dyskusji, tylko wykorzystały ją jako coś wartościowego. To dlatego tworzy w klasach i grupach przedszkolnych „kącik konfliktu”, miejsce przeznaczone specjalnie na trudne sprawy.

 

Czy takie podejście coś daje? Zespół Novary przeprowadził wieloletnie badanie opisane w „Litigare fa Bene” [Kłóć się dobrze], w którym obserwował dzieci w wybranych przedszkolach i szkołach. W jednej grupie trenerzy zespołu pracowali nad konfliktami metodą majeutyczną, w drugiej nie. W tej drugiej spory kończyły się zwykle interwencją nauczyciela. Nakazywał on: „Cicho, przestańcie!”, czy wręcz dysponował: „Dajcie sobie buziaka na zgodę”. Efekt? W tej pierwszej grupie klasy z czasem funkcjonowały lepiej, były bardziej zgrane, dzieci wykazywały wyższe umiejętności negocjacyjne i mediacyjne i rzadziej dochodziło do bójek. W drugiej grupie – hmm. Było normalnie.

Pytanie tylko, co to za norma?

Porzucić tabu agresji

W tej normie agresja jest nowym tabu – taką tezę stawia inny psycholog i psychoterapeuta, autorytet z Danii: Jesper Juul. W swej książce „Agresja. Nowe tabu?” przekonuje, że tytułowa bohaterka to jedna z podstawowych emocji człowieka. Bez niej „nie potrafilibyśmy stawiać sobie celów ani dążyć do nich. Nie bylibyśmy w stanie robić kariery, spełniać swoich marzeń, słabo gralibyśmy w tenisa i piłkę nożną, nie potrafilibyśmy przebiec do końca maratonu, bronić własnych granic ani chronić swoich dzieci. Nie wspinalibyśmy się w górach, nie walczylibyśmy z nowotworami ani nie obalalibyśmy dyktatorów. (…)

 

Co się dzieje, gdy zabraniamy agresji w imię ukrócenia konfliktu?

Po pierwsze, nie pozwalamy dzieciom wziąć odpowiedzialności za niego i samodzielnie wypracować rozwiązania – a jeśli wierzyć doświadczeniu Novary, są do tego zdolne.

Po drugie, tworzymy fikcyjny świat, w którym panują tylko dobre emocje. Tymczasem konflikty to naturalna część składowa każdej mocnej, zdrowej relacji. Układ, w którym mówimy do siebie tylko miłe rzeczy, cały czas się uśmiechamy i wymieniamy się uprzejmościami, nie zamieni się w prawdziwy związek.

Po trzecie wreszcie, i to Jespera Juula oburza najbardziej, ukrócanie agresji to piętnowanie jednej z podstawowych emocji. Dorośli, aby to osiągnąć, stosują często werbalną i psychiczną przemoc. A wówczas używania przemocy uczą się same dzieci. Dowiadują się, że aby rozwiązać konflikt, trzeba komuś coś kazać, kogoś do czegoś zmusić, zażądać posłuszeństwa.

 

(… ) wyobraźmy sobie parę ze scenki we wstępie tego tekstu.

Gdyby szefowa, chcąc zakończyć konflikt o komórkę, poleciła stanowczym i odpowiednio łagodnym tonem: „A teraz na zgodę daj temu miłemu panu buzi”. Czy nie miałabyś ochoty rąbnąć i jej, i tego miłego pana w ucho?

A gdybyście mogli z tym panem sami się dogadać? Może w końcu wymienilibyście się telefonami?

Jak przetrwać kwarantannę

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS

w rozmowie z Ewą Kurzyńską podaje praktyczne rady.

 

Z powodu pandemii koronawirusa przechodzimy narodową kwarantannę (…) Jakich emocji możemy się spodziewać, przebywając nieustannie w domu, w gronie najbliższych?

Całej gamy. Chińczycy, Japończycy czy Koreańczycy są społeczeństwami bardziej kolektywistycznymi. Lepiej znoszą nakazy, jest większa akceptacja ograniczeń niż w kulturach indywidualistycznych, których (…) przykładem są Amerykanie. My, Polacy, jesteśmy gdzieś z pogranicza tych dwóch modeli społecznych. Obecna sytuacja, która wymaga od nas pozostania w domach i znacznego ograniczenia aktywności społecznych, jest dla większości osób bezprecedensowa. Gdy ktoś nam czegoś zabrania, naturalną reakcją jest reaktancja, czyli tendencja do oporu, podejmowania prób odzyskania wolności. W obecnej sytuacji Polacy zareagowali z dużym spokojem na wprowadzone ograniczenia (…)

Ale niewykluczone, że (…) sytuacja może przedłużyć się o kolejne tygodnie. Wówczas do głosu będzie dochodzić frustracja. Związana także z tym, że o ile fajnie jest od czasu do czasu zamknąć się przed światem, tylko w gronie najbliższych, to jednak większość Polaków nie ma do dyspozycji domu z przestronnym ogrodem i prywatnym jeziorem czy lasem. Musimy spędzać czas w ograniczonej przestrzeni, w której - siłą rzeczy - im więcej osób przebywa, im dłużej, tym więcej napięć się pojawi. Ludzie działają na nas jak wektory, każdy z konkretną siłą. Konieczność pogodzenia jednocześnie wielu ról: rodzica, pracownika, organizatora codziennego życia, będzie rodzić nerwowość i napięcia. Miejmy tego świadomość i miejmy też świadomość, że to jest normalne.

Co zatem zrobić, by przetrwać izolację w jak najlepszej kondycji psychicznej?

Nie ma jednego, prostego przepisu. Na pewno negatywnie będzie na nas działał tzw. efekt piżamy. Dni nie powinny przypominać przysłowiowej wolnej soboty. Brak celu, zadań, pewnej dyscypliny sprawi, że będziemy wewnętrznie jakby w rozkładzie. Myślę, ze jednym z czynników, który może nas niejako zabezpieczyć przed nadmiarem negatywnych emocji i narastaniem różnego rodzaju konfliktów, jest zrobieniu planu. Ustalenie całą rodziną, co będziemy robić, kto, kiedy i jak? Zaplanujmy czas wspólny, ale zadbajmy też o chwile i przestrzeń dla samego siebie.

Ustalonych reguł należy przestrzegać, np. że kiedy rodzice pracują, a dzieci się uczą, staramy się sobie wzajemnie nie przeszkadzać. Warto wstawać o stałych porach, zadbać o wygląd, ubrać się. Tu nie chodzi o to, by co rano szykować się jak przed wyjściem na ważne spotkanie, ale by po prostu o siebie zadbać. Tworzymy w ten sposób namiastkę regularnego, normalnego życia. (…) Wcale nie jest tak, że lenistwo przynosi pozytywne emocje. Prędzej doprowadzi do frustracji i agresji. Postarajmy się też, analizując obecną sytuację, dostrzec w niej pozytywy. Możemy trochę wyhamować, spędzić więcej czasu z bliskimi.

Sytuacji izolacji towarzyszy atmosfera strachu. Najpierw baliśmy się samej choroby, teraz do strachu o zdrowie dochodzi także obawa o stan gospodarki po pandemii, miejsca pracy itd. Jak złagodzić lęk?

Psychologicznie rzecz ujmując, to co się wydarzyło, to sytuacja, w której utraciliśmy poczucie kontroli. To absolutnie fundamentalna potrzeba każdego człowieka. Dziś mamy wrażenie, że ziemia usuwa nam się spod stóp i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy. Sytuacje kryzysowe jednocześnie działają mobilizująco, skłaniają do większej kreatywności. Po pierwszym szoku wstajemy, otrzepujemy się i zastanawiamy: co dalej zrobić? (…)

Ciągły przekaz informacyjny, w którym dominują zagrażające wiadomości, potęguje niepokój?

Zdecydowanie. Ciągła ekspozycja na informacje zwiększa poziom lęku (…) Dlatego dopływ newsów warto rozsądnie dozować. Nie chodzi o to, żeby się odciąć od wiadomości, bo warto być na bieżąco, chociażby po to, aby reagować na komunikaty. Ale może wystarczy sprawdzić wiadomości trzy razy dziennie, zamiast mieć ciągle włączony telewizor z kanałem informacyjnym? (…) Od złych wiadomości warto robić sobie przerwę, by nasz system poznawczy mógł się zregenerować.

Źródło: Puls Medycyny

Szkoła pozostanie zamknięta do odwołania!

 

Wiosenny totem.

Wiosenne totemy

W ramach lekcji twórczości uczniowie kl. 4b, 5b i 5c  przygotowali przestrzenne totemy powitalne na cześć wiosny. Autorami zaprezentowanych prac są: Hania R., Gabrysia S., Zuzia T., Marcin W., Krzysztof L., Marcin T., Tymon S., Dawid D.

Drodzy Uczniowie, bardzo dziękujemy Wam za przesłanie zdjęć ze swoimi kreatywnymi rozwiązaniami. Totemy są świetne! Zajrzyj do Galerii albo na fb.